Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców TRANSPORT I LOGISTYKA POLSKA podsumowuje mijający rok, zwracając uwagę na konsekwencje wzrostu kosztów pracy, a wybiegając w przyszłość zauważa, że przedłużająca się niekorzystna sytuacja gospodarcza z pewnością wyeliminuje kolejnych przewoźników z rynku, z czego skorzystają ci, którzy przetrwają kryzys.
Proszę o krótkie podsumowanie mijającego roku. Co było najbardziej bolesne dla przewoźników, jakie składniki kosztów najmocniej dały się we znaki?
2025 nie okazał się rokiem przełomu. Ciągle tkwimy w kryzysie rynkowym, w jakim znaleźliśmy się od połowy 2023 roku. To może budzić niepokój, dotychczas bowiem cykle koniunktury były krótsze. Gdybyśmy tę sytuację porównali z literą U, to ma ona bardzo szeroki brzuszek i dokładnie nie wiemy czy już zaczęliśmy iść do góry. Mamy na ten temat wiedzę subiektywną, anegdotyczną, wynikającą z doświadczeń poszczególnych firm, nie popartą szeroką analizą statystyczną. To oczywiście utrudnia ocenę sytuacji. W subiektywnej ocenie przedsiębiorców niewiele się zmieniło na lepsze, oprócz tego, że zmalała liczba dostępnych środków transportu, co jest raportowane w różnych badaniach. Przyczyny tego zjawiska są różne – wygaszanie działalności, upadłości i restrukturyzacje firm, ograniczanie liczby klientów i pojazdów. Jeśli natomiast mówimy o kosztach, co nie dotyczy tylko transportu drogowego, ale całej gospodarki, to najbardziej odczuwalny był wzrost kosztów pracy. Wynikał po części z dekretowania coraz wyższego poziomu płacy minimalnej, mającej oczywisty wpływ na wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, co jest istotnym parametrem dla ustalania obciążeń ZUS-owskich. Na wysokość wynagrodzeń i związane z tym koszty pracy miała także wpływ presja płacowa ze strony pracowników. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden czynnik – kwota wolna od podatku nie została zwiększona. To oznacza, że wielu kierowców obsługujących międzynarodowy transport drogowy „wskoczyło” w drugi próg podatkowy, oczekując jednocześnie od pracodawcy, że „na rękę” zarobią tyle samo, co w pierwszym progu. Nie obchodzą ich zwiększone obciążenia pracodawcy z tytułu podatków czy składek na ZUS, interesuje ich tylko kwota netto wynagrodzenia.
Wzrost kosztów pracy powoduje, że część firm, nie chcąc znaleźć się pod wodą, przechodzi na „ciemną stronę mocy” i zaczyna stosować, nie do końca zgodną z prawem, „optymalizację kosztów”. Jeżeli do tego dołożymy stale rosnące opłaty za drogi, widać, że sytuacja przewoźników jest nie do pozazdroszczenia. Na marginesie, nie jestem do końca pewien, czy niższe koszty uzdrowiłyby całkowicie rynek przewozów drogowych. Jest on bowiem daleki od równowagi, co powoduje, że część przewoźników, w walce o klienta, mogłaby po prostu obniżyć jeszcze bardziej ceny swoich usług. Obniżyć o kwotę oszczędności uzyskanych w wyniku obniżki kosztów. To są jednak spekulacje i co do zasady powinno nam zależeć, aby koszty nie rosły tak szybko i w tak drastyczny sposób. Bo dziś nie mamy nawet czasu na negocjacje z naszymi klientami. A uzyskane po czasie, ewentualne podwyżki cen, są zawsze spóźnione w stosunku do zmieniających się warunków prowadzenia działalności gospodarczej.
Cały wywiad redaktora Cezarego Bednarskiego z Maciejem Wrońskim dostępny na etransport.pl.